Ostatnio w sieci głośno jest o akcji fundacji, która ma w swoich statutowych celach ratowanie koni prowadzonych na rzeź. Fundacja całe swoje wysiłki, siły i środki poświęciła na walkę z hotelem, który pozwolił dzieciakom wymalować kucyka w paski tygryska. W swojej akcji nasłała tysiące pseudo miłośników koni na hotel, kompletnie rujnując jego opinię. Dochodziło do tego, że cała ta horda życzyła wręcz śmierci osobom związanym z hotelem. Brakowało tylko pochodni w ich rękach i płonącego stosu z wielkim palem do nabijania na niego managerów hotelu. Trochę to zbyt daleko zaszło. Postaramy się więc napisać co nieco więcej o tak zwanym malowaniu koni.

Czym maluje się konie?

Do malowania koni używa się bezpiecznych, nietoksycznych i przebadanych na wszelkie sposoby farb, flamastrów bądź kredek. Są to specjalne środki przeznaczone do tego celu. Są bezpieczne dla ludzi i zwierząt. Podobne środki używane są do malowania dzieciom twarzy na festynach. Środki te są łatwo ścieralne, wystarczy szczotka bądź wilgotna ściereczka. Tutaj nie ma co do tego wątpliwości, zarówno wśród zwolenników jak i przeciwników malowania, ale warto o tym wspomnieć na wstępie, jeśli ktoś by nie wiedział czym maluje się konie.

Dlaczego dzieciaki malują konie?

Dzieci podczas swoich pierwszych kontaktów z koniem, dużym zwierzęciem, często dla nich majestatycznym, czują się nieswojo i niepewnie. Czasami wręcz boją się dotknąć konia. Dotychczas obcowały wyłącznie z psami i kotami i wiedzą już, że kotów i psów nie dotyka się wszędzie. Nagle stoją przy koniu, wielkim zwierzęciu ważącym 10-20 razy więcej od nich, z wielką paszczą w której są wielkie zębiska. I ktoś nagle każe dotykać go po brzuszku? To dla dzieciaka niekomfortowa sytuacja. Jednak konia trzeba dotykać wszędzie i tego młodzi adepci jeździectwa muszą się nauczyć. Muszą przed jazdą wyczyścić konia z błota, zaklejek (zaklejonej sierści), dotknąć w pachwinach sprawdzając, czy nie ma zranień, otarć a o tej porze roku także czy nie ma kleszczy. Nie mogą wyczyścić tylko końskiego grzbietu pod siodłem. Z szacunku dla zwierzęcia i w trosce o jego zdrowie, niewyczyszczony dokładnie koń nie może trafić pod siodło. Jak więc przekonać dzieciaki, że konia należy dotykać wszędzie i jest to dla niego bezpieczne? Dzieci najlepiej uczą się poprzez zabawę. I właśnie to ma na celu malowanie po koniach. Dzieciakom, gdy mają kredki w rękach, bardzo szybko odpuszcza strach przed koniem. Już po pierwszych sekundach, bez oporu, są w stanie dotknąć konia w każde miejsce jego ciała. I to głównie ma na celu malowanie koni.

Kolejny powód, dlaczego organizuje się zabawy w malowanie konika, to kwestia związana z komunikacją z koniem. Konie nie miauczą i nie szczekają. Komunikują się ze sobą poprzez odczytywanie emocji, mowę ciała itd. Potrafią z nas, ludzi, czytać jak z otwartej księgi. Bezbłędnie wyczytają w nas niepewność i strach. Jako zwierzęta stadne bardzo dobrze wykształciły ten szósty zmysł. Jeśli koń widzi w innym osobniku pewność siebie to pójdzie za nim w ogień. Jeśli widzi natomiast niepewność i strach, sam przejmie przywództwo i postawi się wyżej w hierarchii stadnej. A to może być sytuacja niebezpieczna podczas obsługi koni. Dlatego też organizuje się malowanie koni w obecności instruktorów. Poprzez przełamanie strachu przed koniem i niepewności wśród dzieci, podczas kolejnych kontaktów z koniem, zwiększy to diametralnie bezpieczeństwo dzieciaków.

I kolejna sprawa. Dzieciaki poznają doskonale anatomię konia. Mogą go poznać jak nigdzie indziej w żadnych innych warunkach. mogą poznać każdy staw, każdą kość, każdą część ciała konia. Bo czym innym jest oglądanie obrazków konika a czym innym jest dotknięcie żywego eksponatu.

A co na takie malowanie „mówią” same konie?

Konie, jak wspomniano, żyją w stadzie i komunikują się niewerbalnie. W stadzie okazują sobie przyjaźń poprzez delikatne mizianie. Dlatego też konie uwielbiają być czyszczone. Uwielbiają być czesane miękkimi szczotkami, uwielbiają być głaskane. Dlatego też popularną nagrodą dla konia jest delikatne podrapanie go po szyi. To w ich języku znaczy „fajny jesteś, jesteś bezpieczny, troszczę się o ciebie”. Podobne odczucia konie mają, gdy delikatnie kreśli się po nich pędzelkiem z końską farbką bądź też poprzez delikatne kreślenie kredką. Wystarczy spojrzeć na konie podczas malowania po nich. Są zrelaksowane, odprężone a niejednokrotnie zdarzyło się, że koń wręcz zasnął. Z punktu widzenia koni to czysta przyjemność.

Ale przecież to przedmiotowe traktowanie konia!

Każdy koń, każdy zwierzak w służbie człowieka, jest traktowany przedmiotowo jakby na to nie patrzeć i jakby z tym nie dyskutować. Czy inaczej traktowany jest koń po którym dzieci w ramach swoich pierwszych kontaktów z koniem i jeździectwem malują a inaczej ten, który pracuje dla człowieka pod siodłem? Czy wsiadanie na konia jest lepsze (mniej uprzedmiotowiające) od kreślenia na nim kwiatuszków? Nie chcę się zakładać, ale byłbym skłonny stwierdzić, że koń woli mieć słoneczko na zadzie niż chodzić pod siodłem. Jednak z tym „przedmiotowym” traktowaniem konia w chwili malowania także można by dyskutować. Właśnie wtedy, gdy dzieciaki mają pierwszy kontakt ze zwierzęciem, jest on dla nich nie przedmiotem a podmiotem. Jest tym majestatycznym, wręcz boskim podmiotem. Na nim skupiają całą swoją uwagę i jego poznają poprzez zabawę.

Z własnych obserwacji widzę, że koń przedmiotem dla dzieciaków staje się dopiero później, gdy służy im tylko do wożenia tyłków. Koń nie chce iść w lewo? Szarpnąć za wodzę i kopnąć piętą po żebrach! Jak na rowerku, musi jechać bo ja chcę, aby mój przedmiot jechał w lewo! Jednak w chwili pierwszego kontaktu dzieciaków z koniem, właśnie w takich chwilach przełamywania lodów, w chwili gdy go zaczynają malować, gdy pierwszy raz przyłożą pędzel bądź kredkę do jego boku, jest on w stu procentach podmiotowy, żywy, majestatyczny, podmiotowy. Polecam tym wszystkim krzykaczom przyjść i obserwować. Przestać krzyczeć i chwilę popatrzeć. W takich chwilach ten koń, ten niedostępny bohater filmów, opowiadań, baśni i legend staje się dla dziecka czymś namacalnym. Nie jest przedmiotem. Jest tylko i wyłącznie podmiotem na którym dzieciak skupia całą swoją uwagę z szeroko otwartymi oczami. Nie rujnujcie takich chwil, bo właśnie wtedy rodzi się miłość do zwierząt, która potrwa latami.

A co jeśli dzieciaki wrócą do domu i pomalują psa czy kota?

To kolejny dziwny argument. Jakoś moje dziecko, które jeździ konno, nie wsiada po powrocie do domu na naszego psa. Dlaczego? Bo z nim rozmawiamy i tłumaczymy. Nigdy go też nie wymalowało, mimo iż uczestniczyło w malowaniu konia. Dlaczego? Bo mu tłumaczymy. Bo to od nas, rodziców i opiekunów zależy jak wychowamy dzieci. Co im przekażemy. A odpowiadając na te zarzuty, można mnożyć przykłady. Widziałem ostatnio dzieciaki walczące dla zabawy piankowymi mieczami. Czy jest ryzyko, że po powrocie do domu te dzieci zasztyletują swoje psy? Widziałem dzieciaki na spacerze z wystrzyżonymi psami, czy w domu ogolą kota? Widziałem w piaskownicy dzieci bawiące się w gotowanie, czy w domu będą bawić się wrzątkiem? Dzieciaki plotą koreczki i zaplatają ogony przed zawodami. Czy w nocy po kryjomu uplotły kiedyś koreczki na swoim psiaku?

Oczywiście dzieciaki mają setki pomysłów, z których większość jest nie na miejscu. Sam niejednokrotnie wracając pamięcią do dzieciństwa dziwię się, że przeżyłem podstawówkę. Ale to od nas, rodziców zależy co dzieciaki sobą reprezentują. Nastały dziwne czasy obecnie. Gdy ja dostawałem jedynkę w szkole to ja miałem awanturę w domu. Teraz rodzice biegną z awanturą do nauczyciela. Gdy ja w szkole nabroiłem to ja obrywałem za swoje głupie wybryki. Teraz rodzice zwalają na szkołę, towarzystwo, niedopilnowanie przez wychowawców i opiekunów. Gdybym to ja pomalował psa, ja bym dostał po łapach. Teraz zwalają to na zabawę w malowanie koni. Zapominamy, że to my rodzice, mamy wpływ na wychowanie dziecka. My i tylko my. Jednak mając na uwadze, że świat się zmienia, podczas malowania koni zawsze obecni są instruktorzy, którzy tłumaczą dzieciakom, że nie wolno malować innych zwierzątek, że takie czynności wykonuje się tylko w obecności dorosłych.

Dlaczego więc powstała cała afera z malowaniem?

Wydawałoby się, że w fundacji, która rozkręciła cała tą aferę pracują koniarze. Przecież to fundacja mająca na celu ochronę koni. Śmiem jednak w to wątpić, gdyż nie spotkałem koniarza, a świat koński żyje tym już 6 dzień, który poparłby działanie fundacji. Oczywiście nie mówię, że takich koniarzy nie ma – po prostu takich nie spotkałem. Dlaczego więc fundacja, która ma na celu ratowanie koni rzeźnych zajmowała się przez parę dni, poświęcając czas i środki na „obronę” kucyka pomalowanego za tygryska? Gdy codziennie setki koni trafia w swój ostatni w życiu transport? Nie wiem. Może to działanie marketingowe? Skaryszew się skończył, konie do Morskiego Oka mają chwilowo wolne ze względu na upały, może szukali medialnej akcji? Czegoś nowego? A może poprzez wrzucenie na FB jednego postu nie zdawali sobie sprawę jaką lawinę nienawiści wywołają? Że jednym postem naślą tysiące nieznających tematu osób na bogu ducha winny hotel? Że wywołają falę hejtu i nawoływanie do mordowania menadżerów hotelu? Ciężko powiedzieć.

Co możemy zrobić i jak żyć w tym opętanym świecie?

Dziś cofamy stałe zlecenie przelewu do wszystkich fundacji, bo co miesiąc ich (i kilka innych) wspieraliśmy i lepiej będziemy dobierać odbiorców darowizn. Hotel żył z pozytywnych opinii, które pozwalały zarobić na chleb dziesiątkom pracowników. Fundacja żyje z darowizn, które pozwalają im na realizację ich celów. Jeśli cele i działania są sprzeczne z naszymi przekonaniami, nie finansujemy ich. To również i Wam zalecamy – sprawdźmy komu przekazujemy darowizny.

Druga rzecz, to solidaryzując się z pokrzywdzonym hotelem możemy tylko przekazać nasze całkowite wsparcie i obiecać, że zawsze jak będziemy w okolicy zatrzymamy się u nich i tylko u nich, a poniżej wklejamy link do ich strony FB oraz link do ich strony www, aby każdy rozsądny koniarz mógł wesprzeć ich poprzez wizytę w tym pięknym miejscu.

Kolejna rzecz – uważajmy co wrzucamy na FB. Na świecie sporo jest oszołomów a w sieci każdy jest ekspertem od wszystkiego. I również i my nie dajmy się wciągać w nagonki jak ten tłum komentujących sprawę o której nie ma pojęcia. Niczym zombie bez własnego mózgu tysiące internautów poszło za tłumem.

I ostatnia rzecz. Większość z nas obraca się wokół tak zwanej klasycznej szkoły jeździectwa. Klasyczna, wydawałaby się zdefiniowana. Jednak nie jest tak. Ilu jeźdźców tyle technik. Ilu właścicieli konia tyle sposobów obchodzenia się z koniem. Ile szkółek jeździeckich tyle szkół jazdy. Z jednej strony to źle, z drugiej to dobrze, gdyż pokazuje to, że jeździectwo żyje. Rozmawiajmy więc o swoim podejściu do koni. Rozmawiajmy o swoich pomysłach, doświadczeniach i opiniach. Róbmy to jednak tak jak się robi na poziomie akademickim – argumentując, kontrargumentując, w spokoju i w oparciu o fakty. Nie róbmy tego tak jak ww. fundacja, która niczym raper Peja na koncercie wskazała palcem krzycząc „wiecie co z nimi zrobić” nasyłając hordę klakierów. To ten poziom do którego nie zniżajmy się.

A swoje zdjęcia z pomalowanymi koniurami w ramach wsparcia i przeciwko bezpodstawnej agresji tagujmy ‪#‎mytezmalujemy‬

Link do FB Hotel Pałac Alexandrinum

Link do strony www Hotel Pałac Alexandrinum

Końskie Smaczki - przysmaki, smakołyki, ciasteczka, nagrody dla koni

Odwiedź nasz sklep internetowy z przysmakami dla koni

Wszystkie teksty publikowane na stronie są chronione prawami autorskimi. Nie kopiuj ich bez naszej zgody. Jeśli jednak uważasz tekst za bardzo wartościowy, skontaktuj się z nami. Możemy udostępnić Ci tekst. Napisz gdzie byłby opublikowany, na jakiej stronie oraz czy w całości czy w części. Udostępnimy ci możliwość użycia tekstu na swojej stronie pod warunkiem udostępnienia na stronie aktywnego linku do nas wraz z odpowiednimi słowami kluczowymi.

Powyższe teksty są autorstwa współpracujących z nami redaktorów. Nie bierzemy odpowiedzialności za poprawność i prawdziwość podnoszonych w nich tez. Wszystkie informacje związanie ze zdrowiem koni powinny być weryfikowane u weterynarzy, informacje o szkoleniu z instruktorami a informacje prawne z prawnikami. Pamiętaj, że żadne teksty znalezione na jakiejkolwiek stronie nie dają gwarancji poprawności czy aktualności zawartych w nich twierdzeń i wszystko powinno być skonsultowane z profesjonalistami w danej dziedzinie.